:: AKTUALNOŚCI ::
kronika wydarzeń
:: CYTAT ::
:: Ostatnie Artykuły ::
MSZA ŚWIĘTA 25 STYCZ...
DNI KULTURY CHRZEŚCI...
RÓŻA BEZ KOLCÓW
PROGRAM na MAJ 2014 r.
Protokoły z posiedze...
:: ARCHIWUM ::
Archiwum
:: Nawigacja ::
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Linki
Kategorie Newsów
Forum
Kontakt
Szukaj
AKTUALNOŚCI
ARCHIWUM

:: Witamy ::
Witamy na stronie internetowej Klubu Inteligencji Katolickiej w Płocku! Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych do uczestnictwa w życiu naszego Klubu!
:: BŁOGOSŁAWIONYCH ŚWIĄT! ::

:: DUCHOWY SZLAK KIK-u na ROK ŚWIĘTY MIŁOSIERDZIA ::

Rozpoczął się Adwent... Tak wiele się wydarzyło i tak wiele przed nami. Abyśmy się duchowo przygotowali na Narodzenie Bożego Syna, w którym Bóg okazał nam Swoje nieskończone Miłosierdzie, abyśmy z otwartym sercem podjęli kolejne wyzwania, które stawia przed nami nasze chrześcijańskie powołanie i radośnie uczestniczyli w życiu naszej wspólnoty i Kościoła, abyśmy stawali się lepszymi ludźmi - na wzór Maryi, rozważmy przed naszym niedzielnym spotkaniem tekst przemyśleń, opracowany przez duchowego Opiekuna naszej wspólnowty - ks. dr. Włodzimierza Piętkę. 


CHRZEST – MARYJA – MIŁOSIERDZIE

Duchowy szlak KIK-u na Rok Święty Miłosierdzia

Ks. dr Włodzimierz Piętka

Kilka myśli do refleksji na początek Adwentu, abyśmy przygotowani i duchowo zmobilizowani, weszli w czas Jubileuszu Miłosierdzia. Tematy te, po osobistym przemyśleniu przez każdą i każdego z nas, podejmiemy na naszym spotkaniu, w niedzielę, 6 grudnia o godz. 16.00 w centrum młodzieżowym „Studnia”. 

Wspominamy 1050. rocznicę Chrztu Polski. Jest to dla nas okazja, aby ożywić i na nowo odkryć godność chrzcielną. By poruszyć tę wodę chrzcielną, która na nas przed laty została wylana, żeby ta łaska na nowo ożyła. Duchowość chrzcielna to codzienne odkrywanie w duszy każdego z nas wezwania: „Dziś nawróć się!”. To nowa wrażliwość serca, sumienia i wyobraźni.

Podobnie, jak na początku Roku Świętego, otwierane są Drzwi Święte, tak i my mamy podjąć wysiłek, aby otworzyć serce. W roku jubileuszu 25-lecia istnienia płockiego KIK-u zwracaliśmy uwagę, że naszym talentem otrzymanym od Pana Boga, jest charyzmat spotkania. Oznacza on, że mamy modlić się o cierpliwość i stawać się cierpliwymi dla innych, nie odwracać się od nich, odznaczać się ufnym usposobieniem do drugiego, innego człowieka. Powinniśmy wciąż uczyć się pięknych spotkań z innymi.

Zastanowię się: w jaki inny sposób mogę otwierać moje serce i dzielić się nim z innymi?

Papież Franciszek zachęca nas, abyśmy w Roku Miłosierdzia szli na „egzystencjalne peryferia”. Jeśli tak, to zapytajmy się, czy zapraszamy na nasze spotkania, zwłaszcza te modlitewne i formacyjne nowych ludzi: przyjaciół, znajomych? To nasza prosta forma apostolstwa i poszerzania grona członków i sympatyków KIK-u. Być „elitą” katolików, to znaczy „mieć gest”, nie być zamkniętą enklawą, to burzyć mury gniewu, uraz i obrażania się. Z pewnością, aby Rok Miłosierdzia mógł być w pełni przez nas przeżywany, mamy się pojednać między sobą i modlić się o przebaczenie i pojednanie dla innych.

Zastanowię się: jakie konkretne czyny miłosierdzia mogę podjąć osobiście, co możemy uczynić razem – jako KIK, aby Rok Miłosierdzia był w pełni przez nas przeżywany? Pomyślmy nad jedną konkretną inicjatywą na Rok Miłosierdzia i porozmawiajmy o niej na naszym spotkaniu 6 grudnia.

Maryja jest Matką Nadziei i Miłosierdzia. Już wkrótce powitamy Ją w Płocku, w naszych parafiach, które nawiedzi. Spotkanie z Nią jest zawsze najpiękniejszym czasem, który umacnia serce. Spójrzmy w tym czasie na Matkę Bożą jako na Matkę Nadziei i Miłosierdzia. Ona nigdy nie zgubiła łaski Bożej. Ona jest powierniczką największych nadziei Boga, człowieka i świata. Dziś nam szczególnie potrzeba nadziei i miłosierdzia. Gdy patrzymy na Maryję, np. w Jej Jasnogórskim wizerunku, odzyskujemy serce, a wtedy odnajdują się też inne Boże dary.

Zastanowię się: czy w relacji do Boga, do innych ludzi, czy w wykonywanych pracach, w moim powołaniu – nie utraciłem serca? Czy nie stałem się obojętny dla innych?

W Roku Świętym Miłosierdzia będą dla nas ważne trzy momenty, gdy w sposób intensywny będziemy przeżywali powyższe prawdy: Wielki Post, czas nawiedzenia Płocka przez obraz Matki Bożej Częstochowskiej i miesiąc październik.

Na koniec zachęta do codziennej lektury „Dzienniczka” św. siostry Faustyny.

:: ZADUSZKI KIK-u ::

ZADUSZKI KIK-u

16 listopada 2015 r., w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia na Starym Rynku, została odprawiona Msza św. za zmarłych członków i sympatyków Klubu Inteligencji Katolickiej, naszych bliskich i krewnych, której przewodniczył ks. dr Włodzimierz Piętka, Asystemt Kościelny KIK-u. 

Mszę św. poprzedziły nieszpory - część liturgii godzin, sprawowana w porze wieczornej, składająca się z hymnu, psalmów, antyfon i responsoriów, która wprowadziła uczestników Mszy w nastrój głębokiej refleksji i zadumy.

W czasie Mszy św. zostały odczytane imiona i nazwiska osób, które odeszły, wśród nich - księża, związani z KIK-iem, siostry zakonne ze zgromadzeń Matki Bożej Miłosierdzia i Sióstr Pasjonistek, członkowie Klubu i sympatycy, a także osoby nam najbliższe, krewni i przyjaciele.  

- Każde czasy są ostateczne. Każde czasy są ostatnie. A antidotum na śmierć jest większa miłość – podkreślał w homilii ks. dr Włodzimierz Piętka, rozważając słowa ze Starego i Nowego Testamentu, jakże aktualne również dziś, w świecie, pełnym niepokoju, krwawych wojen i konfliktów, nienawiści i żądzy władzy za każdą cenę, w czasach, kiedy zanika w nas zwykła, ludzka życzliwość, współczucie, dobroć. 

Łk 18, 35-43. Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Odpowiedział: "Panie, żebym przejrzał". Jezus mu odrzekł: "Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu. 

Homilia ks. dr. Włodzimierza Piętki, wygłoszona 16 listopada w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

  1. Wydaje się, jakby czytanie pierwsze z Księgi Machabejskiej było pisane nie kilkanaście stuleci temu, a kilka dni temu. Bo jest to księga, która opowiada o prześladowaniu, o prześladowaniu Izraela – bardzo krwawym, bardzo brutalnym. I to czytanie oddziałuje na nas jakby przez skórę, kiedy odzywają się w nas różne obawy, kiedy widzimy takie niepokojące znaki w Europie, szerzący się terror, i tę wojnę, gdzie nieprzyjaciel nie jest widoczny, ale gdzieś jest.
  2. Ciekawą diagnozę postawił dzisiaj Papież Franciszek w czasie Mszy świętej. Powiedział, że są trzy etapy, które obserwujemy w tym dzisiejszym czytaniu. Na początku jest pokusa światowości. Ta pokusa światowości polega na tym, że w pierwszym czytaniu król mówi: „Żyjmy wszyscy tak samo. Bądźmy jednym narodem”. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to takie trafne i ciekawe rozwiązanie. No bo wtedy, gzy ludzie są podzieleni, kłócą się między sobą, różnią, nie ma między nimi zgody. Lecz kryje się w tym pokusa światowości, czyli porzucenia swojej tożsamości, tego kim jestem. Drugi etap, o którym mówi papież – to apostazja. „Żyjmy razem, wyznawajmy jedną religię, ale w ten właśnie sposób odejdźmy od Boga i wymyślmy sobie coś wspólnego”. To grzech apostazji. Do trzeciego kroku stąd jest już blisko – to prześladowanie.  
  3. To pierwsze czytania stawia nas jakby na krawędzi czasów ostatecznych. Każde czasy są ostateczne. Każde czasy są ostatnie. I ja nigdy nie mogę powiedzieć, czy ten dzień przypadkiem nie jest ostatnim dniem mojego życia. Po prostu NIE WIEM. Ale chciałbym jeszcze raz zastanowić się wraz z Wami nad dzisiejszym czytaniem z Ewangelii. A zwłaszcza nad tym wołaniem żebraka Bartymeusza. Tak niedawno już komentowaliśmy tę przypowieść, na naszej poprzedniej Mszy świętej, tu, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.
  4. Chciałbym zastanowić się nad samym tym wołaniem Bartymeusza „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Tak naprawdę, to wołanie Bartymeusza nigdy nie ustało. Ono zawsze jest obecne w Kościele. Ono jest obecne w tradycji Wschodniej, gdzie ludzie na różańcu modlą się właśnie tymi słowami: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Modlitwa ta cały czas jest obecna w Kościele. To jedna z najstarszych modlitw Kościoła, wzięta wprost z Ewangelii. Wołanie Bartymeusza nie ustaje. Tej modlitwy nikt i nic nie zatrzyma. Bo zawsze będą ludzie, którzy będą wołali o pomoc, o cud, o łaskę Pana Jezusa. Będą zawsze ci, którzy będą wołali o Miłosierdzie dla siebie i świata całego.
  5. O co konkretnie mamy wołać, skoro ten głos Bartymeusza cały czas się rozlega w Kościele? O co i jak mam się modlić? Chciałbym na początku przywołać Ewangelię wczorajszą, w której Pan Jezus zapowiada koniec świata, kiedy spadną księżyc,słońce i gwiazdy, kiedy zapanuje ciemność, ale wtedy objawi się Chrystus – prawdziwe Światło. Nie to światło dnia czy księżyca, nie światło doczesne, dostrzegane oczyma ciała, ale zajaśnieje wtedy Chrystus. A ta rzeczywistość doczesna, na którą patrzymy oczami, przeminie. Ewangelista Mateusz jest bardzo dosadny w tym opisie, i aby bardziej uzmysłowić, czym będzie koniec świata, przywołuje słowa Jezusa o tym, że „kamień na kamieniu nie zostanie”. Jezus to mówi, na przykład, w odniesieniu do świątyni Jerozolimskiej, że ta wielka świątynia, chluba Izraela, stanie się jedną wielką ruiną, kupą gruzów. I Ewangelia cały czas zapowiada, że przyjdzie ten dzień – dzień Końca. Dzień Końca Świata, kiedy ze wszystkiego, na co patrzymy, co nam się podoba, pozostaną gruzy. Powtarza o tym każdy z Ewangelistów-synoptyków - o końcu, o gruzach, i to proroctwo gruzów jest bardzo niepokojące. Przez całe życie jakbym budował dzieło mojego życia, dom sobie stawiasz, tym domem się cieszysz, nie chciałbyś, aby ten dom stał się garstką gruzów. Ale Ewangelia mówi, że jednak taki dzień nastanie.
  6. A może, Siostry i Bracia, Pan Jezus w ten sposób nas zachęca do tego, abyśmy my coś Mu powiedzieli o sobie. Bo w życiu każdego z nas nie jest tak, że się idzie od sukcesu do sukcesu, od awansu do awansu, od jednej podwyżki do drugiej. Nie. W życiu każdego człowieka są też porażki. Są w nas też duchowe gruzy, upadki, rozczarowania, czasem są to wyniki od lekarza, które nie pocieszają, ale rzucają człowieka na kolana… Są jakieś gruzy w życiu każdego z nas. Może, Jezus nam chce powiedzieć: „Opowiedz mi o twoich gruzach!” Tych duchowych. O twoich porażkach. O twoich nadziejach, które padły w gruzy.
  7. Będzie taki dzień w życiu każdego z nas, to będzie dzień naszej śmierci. Dzień naszego odejścia z tego świata, kiedy tak, po ludzku, będzie się wydawało, że wszystko legnie w gruzach. Bo będą rzeczy niedokończone, niedopowiedziane rozmowy, spotkania, których się nie doczekaliśmy, będzie wiele rzeczy, przez które dotkniemy tej rzeczywistości gruzów. Może dzień dzisiejszy jest dobrym dniem, by, mówiąc o swoich duchowych gruzach, swoich porażkach, by antycypując, opowiedzieć Jezusowi o tym dniu, który nastanie. O tym dniu, o którym zna Jezus, ale my nie wiemy. Dlatego też tego dnia się boimy, nie chcemy o nim myśleć. Opowiedzieć Jezusowi o tym stanie ducha, o tym lęku, tych obawach, tych wszystkich myślach, które się rodzą, kiedy myślimy o naszej śmierci, o naszym odejściu. To będzie jakiś dzień, w którym dotkniemy tej rzeczywistości gruzów. Dotkniemy rzeczywistości grobu, odejścia.
  8. Oddam więc Jezusowi moje gruzy. Również te, związane z dniem mojej śmierci. Po co? Bo właśnie w ten sposób, oddając w dłonie Jezusa moją śmierć, ja się przed tą śmiercią chronię. Warto, Siostry i Bracia, taką krótką medytację nad śmiercią sobie przeprowadzić.
  9. Święta Siostra Faustyna, w swym Dzienniczku, często sobie takie medytacje czyni, wyobraża, jak to będzie wyglądało – jak będzie wyglądało jej cierpienie i umieranie, jej schodzenie do grobu. Nie po to, by się zdołować, zgnuśnieć do końca, ale po to, by się rzucić Jezusowi w ramiona.
  10. Chcemy sobie zadać kilka pytań dzisiaj, w tej medytacji. Pomyślę: „Co ludzie mówiliby o mnie, gdybym dziś umarł?” Pomyślmy o tym: „co ludzie mówiliby o mnie, gdybym dziś umarł?” Druga myśl: a może warto przyzwyczaić się do tego, że, kiedy wieczorem się kładziemy spać, zasypiać w ramionach Ojca. Pomaga w tym krótka modlitwa z Komplety: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego – modlitwa Jezusa na Krzyżu. Usypiać każdego dnia z taką modlitwą, z taką świadomością. Chce odpoczywać nie tylko moje ciało, ale Tobie, Boże, powierzam także mojego ducha. „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Bo taka ma być moja śmierć – powierzam mojego ducha Bogu. Codzienny rachunek sumienia od zawsze jest dla nas ratunkiem. Podobno, dusze w Czyśćcu jedynego żałują: że ZA MAŁO KOCHAŁY na ziemi. Może, w tym codziennym rachunku sumienia, warto siebie zapytać i przepraszać Boga za to, że ZA MAŁO KOCHAMY. ZA MAŁO KOCHAMY.
  11. Właśnie to: WIĘCEJ KOCHAĆ  - to jest to antidotum na lęk przed śmiercią.
  12. Mistycy mówią, że dusza, która bardzo kocha, po śmierci od razu wie, gdzie iść. Od razu rozpozna swego Mistrza, swego Oblubieńca. Dusza, która mało kocha, albo za dużo ma swojej miłości egoistycznej, będzie zagubiona. Nie rozpozna Jezusa. Kto kocha, ten ma krótkie przejście z tego świata do Nieba. KOCHAĆ WIĘCEJ, prosić Jezusa o większą miłość. WIĘCEJ KOCHAĆ. W ten sposób, pomagamy też duszom czyśćcowym – najskuteczniej właśnie miłością.
  13. Kolejna rada – jak najczęstsze spoglądanie na Krzyż Pana Jezusa i jednoczenie mojej śmierci, która nastanie, ze śmiercią Pana Jezusa. Bardzo nam w tym pomaga Godzina Miłosierdzia – godzina 15, jednoczenie się ze śmiercią Pana Jezusa. Jezus zna godzinę naszej śmierci, dlatego Jemu się oddaję, Jemu zawierzam.
  14. Wreszcie, pamiętajmy, że Jezus sam mówi takie słowa: „Cenna jest w oczach Pana śmierć Jego świętych”. „Jego Święci” to w języku biblijnym  - każdy z nas. Święty to ten, który został ochrzczony. On już jest święty, tylko tę świętość musi w sobie jeszcze urzeczywistnić. Dla Boga każdy człowiek został stworzony, aby był świętym, aby był w Niebie. „Cenna jest w oczach Pana śmierć Jego świętych”. My ten moment śmierci oddalamy od nas, a dla Boga to jest cenny moment. Jakby Bóg, w pewnym sensie, czeka na naszą śmierć, aby z nami w pełni się zjednoczyć. Definitywnie, na wieki, w pełni. „Cenna jest w oczach Pana śmierć Jego świętych”. Dlatego moment śmierci świętych jest momentem wielkiego uwielbienia Boga. Momentem triumfu Boga. Warto spoglądać pod tym kątem Boga na ten moment, który nas czeka.
  15. Chciałbym przeczytać fragment z medytacji jednego francuskiego księdza o śmierci: „Śmierć będzie bardziej przejściem niż odejściem. Bardziej spotkaniem niż rozstaniem. Spotkasz Mnie, mówi Jezus, w świetle Mojego piękna. W ogniu Mojej czułości. W żarliwości Mojego dziękczynienia. Ujrzysz Mnie takim, jakim jestem i zatoniesz we Mnie, zajmując przygotowane dla cienie mieszkanie w Mojej Trójcy Świętej. Przywitasz się z Najświętszą Maryją Panną, zobaczysz jak ściśle jest zjednoczona z Panem, i jak Pan jest zjednoczony z Nią. Będziesz Jej bezgranicznie wdzięczny za Jej macierzyńską troskę, z jaką cię wprowadziła do Nieba. Połączysz się ze wszystkimi twoimi przyjaciółmi w Niebie – od Anioła Stróża począwszy po znajomych, którzy cię wyprzedzili w drodze do Krainy Miłości, Światła i Radości bez końca. Spotkasz wszystkich twoich synów i córki w Duchu Świętym i z wdzięcznością uradujesz się wszystkim braciom i siostrom, żyjącym już w Moim Ciele chwalebnym – od najmniejszych i niepełnosprawnych do największych i najznakomitszych”.
  16. Chciałbym zakończyć pięknym obrazem. Św. Josemaría Escrivá de Balaguer chorował na serce i wyobrażał, że jego śmierć będzie nagła. Tłumaczył sobie, ze moment jego śmierci będzie taki, że ktoś go dotknie za ramie, on się odwróci i zobaczy, że to jest Jezus. Pozna od razu Jezusa, i z wielkiej radości serce mu wyskoczy. I to będzie moment śmierci. Z wielkiej radości serce z nas wyskoczy, bo zobaczymy Jezusa, który najbardziej, najpiękniej, najsilniej nas kocha.
  17. Polecamy więc, Kochani, naszych bliskich zmarłych, prosimy, aby Bóg wypełnił ich serca Swoją miłością, aby w pełni cieszyli się chwałą Nieba. Amen.

 

:: WSZYSCY ŚWIĘCI ::

DORĘCZYCIELE BOŻYCH DARÓW 

O. Dariusz Piórkowski SJ

Tęsknimy za nieśmiertelnością, a zarazem robimy wszystko, aby o niej nie myśleć. Ten paradoks można dostrzec szczególnie w polskiej tradycji przeżywania Wszystkich Świętych i Zaduszek. Można bowiem odnieść wrażenie, że pospiesznie omijamy dzielenie radości ze świętymi, koncentrując się na grobach, zniczach i wieńcach.

Błogosławieni okażą zdziwienie, słysząc z ust Króla, że w swoim życiu uczynili coś wielkiego. Do głowy im nie przyszło, że podanie kubka wody do picia, zrobienie kanapki, odwiedziny chorego na duszy lub ciele, przykrycie zziębionego, było czymś nadzwyczajnym. A jednak Bóg ma inne kryteria wielkości.

Wydaje się, że często nie doceniamy prostych gestów miłości, (wskutek czego lękamy się świętości) ponieważ sądzimy, że chrześcijaństwo w istocie sprowadza się do unikania zła. Ale, paradoksalnie, Jezus nie wyrzuca niesprawiedliwym, że Go oszukali, okradli czy zabili. Wręcz przeciwnie, ukazuje im zaniedbane przez nich dobro: “Byłem głodny, a nie daliście mi jeść" (Mt 25,42). Święci doskonale wiedzą, że każdy gest miłości, chociażby tak niepozorny jak uścisk dłoni, jest na wagę złota.

Św. Ignacy Loyola po swym początkowym nawróceniu sądził, że świętość wyraża się w postach, niestrzyżeniu włosów i nieobcinaniu paznokci. Rychło jednak doszedł do wniosku, że to ślepa uliczka. Św. Teresa z Avila błagała, aby Bóg zachowaj ją od ludzi, którzy są tak duchowi, że chcieliby wszystko obrócić w modlitwę. Św. Franiszek Salezy przestrzega przed pokusą uczynienia z małżonków mnichów, którzy mieliby całymi dniami przesiadywać w kościele, zaniedbując właściwe im obowiązki. A św. Tomasz z Akwinu, wyprzedzając współczesnych terapeutów zalecał, aby przeciwdziałać smutkowi “przez rozmowę z przyjaciółmi, płacz, sen lub ciepłą kąpiel". 

Zbyt wcześnie schodzimy z nieba na ziemię, przywdziewając minorową maskę zadumy i smutku, albo próbujemy obłaskawić śmierć, czyniąc z niej przedmiot zabawy. Jakby nagłe zderzenie z cieniem śmierci, wprawiało nas w stan zagubienia. Jakby los błogosławionych nas nie dotyczył. Miłość do Boga jest miłością do człowieka. I na odwrót. Dlatego błogosławieni mogą nam przekazać Jego dary, umocnić w wierze, dodać siły w przeciwnościach, wskazać drogę, rozproszyć ciemności, jeśli ich o to poprosimy. 

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to świętowanie żywej i dynamicznej wspólnoty Kościoła, pielgrzymującej oraz tej, która przekraczyła już bariery czasu i przestrzeni. Ponieważ wszyscy członkowie Kościoła znajdują się już w orbicie działania Boga, dlatego mogą oni nawzajem dla siebie stawać się doręczycielami Bożych darów. Dzięki tej tajemniczej wymianie, wszyscy chrześcijanie, zmarli bądź żywi, pomagają sobie w drodze do domu Ojca.  

:: MSZA ŚWIĘTA KIK-u 25 października 2015 r. ::

CUD NAJWIĘKSZEJ RANGI 

Msza św. Klubu Inteligencji Katolickiej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. 25 października 2015 r.

W niedzielę, 25 października, po raz kolejny, Klub Inteligencji Katolickiej spotkał się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, aby uczestniczyć we Mszy św. i nabożeństwie Słowa Bożego na podstawie modlitw brewiarzowych. 

HOMILIA KS. DR. WŁODZIMIERZA PIĘTKI.

W pierwszym czytaniu z Księgi proroka Jeremiasza czytamy o wyzwoleniu Izraela z niewoli. Chodzi oczywiście o zapowiedź, że będzie on wyzwolony z niewoli babilońskiej. Z kolei, w psalmach czytamy znów o tym, że Bóg odmienił los Syjonu. Wydawało się to wszystko snem, wydawało się to wszystko nierealne. „Pan nas wyzwoli”. Wyzwolenie z niewoli egipskiej czy wyzwolenie z niewoli babilońskiej to są wydarzenia milowe w historii Izraela. To są wydarzenia w najwyższej randze. To wszystko jest po to przypomniane w pierwszym czytaniu i psalmie, żebyśmy dobrze zrozumieli dzisiejszą Ewangelię, że to co spotyka tego żebraka, który żebrał przy wyjściu z Jerycha, jest wydarzeniem NAJWYŻSZEJ RANGI. To nie jest jakiś „jeden z wielu” cudów. Jest to cud, który jest fundamentem, który daje nam zrozumienie całej działalności zbawczej Jezusa. 

Rzeczywiście, z tej perykopy ewangelicznej, którą przed chwilą czytaliśmy, tradycja Kościoła, Wschodniego zwłaszcza, uczyniła kamień milowy całej ideologii teologicznej, i o ten dzisiejszy fragment opiera wszystko. Te słowa Bartymeusza: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” stały się jedną z podstawowych i fundamentalnych modlitw chrześcijańskich. Dlatego i my zechciejmy wejść w głąb tajemnicy dzisiejszych czytań mszalnych, abyśmy i my sami w tej rzeczywistości dzisiejszej Ewangelii odnaleźli. 

Sama postać Bartymeusza jest dość zagadkowa, piękna. A z drugiej strony, tragiczna. Bo kto z nas chciałby się znaleźć na jego miejscu, jako żebrak, mieć tylko płaszcz, i to był cały jego majątek - jest to los, którego żaden z nas nie chciałby zasmakować. Z jednej strony, Bartymeusz jest żebrakiem, ale z drugiej strony znamy jego imię – rzecz ciekawa: żebrak, który ma imię…  I to jest pierwszy punkt zastanowienia się, pierwszy znak zapytania w tej historii. Bo w Ewangelii jest wiele pytań, rzeczy zaczętych i zostawionych w połowie zdania, żeby ten, kto wierzy i kocha Jezusa, umiał sobie odpowiedzieć, dopowiedzieć tę historię. I tak też jest właśnie z Bartymeuszem. Jest to żebrak. A jednak jest to żebrak, którego zna Bóg, dlatego jego imię jest wymienione. Podobną jest historia z Ewangelii od św. Łukasza, w przypowieści o żebraku i bogaczu. I znowu – żebrak ma imię – Łazarz, a bogacz nie ma imienia. Bo „żebraka” zna Bóg, a „bogacza” nie zna Bóg, bo on jest daleko od Boga. 

Dalej, ten Bartymeusz z dzisiejszej Ewangelii, zwraca się do Jezusa słowami, które chwytają Jezusa za serce. Jak nikt inny, zwraca się on do Jezusa „Synu Dawida”. Synu Dawida… Więc jest to człowiek, który, mimo że żyje na peryferiach, na śmietnisku świata, siedzi przy drodze i żebrze, nic nie ma, a świat się nim nie interesuje, a jednak ten człowiek wie coś o Bogu. Wie coś, czego inni, którzy są fizycznie bliżej Jezusa – uczniowie, tłum, który idzie za Panem Jezusem, ale oni Jezusa tak nie nazywają. Idą za Jezusem, ale go nie rozpoznają do końca. A Bartymeusz woła do Jezusa: „Synu Dawida!” I Jezus słyszy ten głos. 

I drugie słowo, którym do Jezusa się zwraca, jest słowo „Rabbuni”. Jezus go pyta: „Co chcesz, abym ci uczynił?”, a on: „Rabbuni, abym przejrzał”. To słowo „Rabbuni”, w przetłumaczeniu na język polski, to jest słowo znaczące „Mój Mistrzu”. Mimo że spotykają się po raz pierwszy, i Bartymeusz nie widzi, mówi do Jezusa: „Mój Mistrzu”. To jest zwrot, którym wymieniają się osoby, które się kochają: „Mój Mistrzu”, „Kochany Mistrzu”, jest to słowo, które ma w sobie wymowny i mocny ładunek emocjonalny. Takimi słowami „Mój Mistrzu”, „Rabbuni” zwraca się do Jezusa jeszcze tylko jedna osoba. Jest nią Maria Magdalena po Zmartwychwstaniu. Gdy płacze nad grobem i gdy rozpoznaje Jezusa, mówi do Niego: „Rabbuni! Mój Mistrzu!” 

Ten Bartymeusz z dzisiejszej Ewangelii, on niesie w sobie jakąś tajemnicę wiary. Jest żebrakiem, odrzuconym przez świat, podeptanym przez tłum, który bezdusznie, bez serca idzie za Jezusem. A ten człowiek ma wiarę. I Jezus go słyszy. Jezus go słyszy! 

Każdy z nas, w naszym „chodzeniu” za Panem Jezusem, w przychodzeniu do kościoła, do tego sanktuarium, niesie w sobie jakąś tajemnicę. Niesie w sobie jakieś wezwanie skierowane do Jezusa, które zatrzyma przy mnie Mistrza. Co to może być? Jakim atutem, czym mogę przyciągnąć do siebie Jezusa? Jeśli nie moim żebractwem? Jeśli nie moją nędzą? Jeśli nie moim rozkołatanym sercem? Właśnie z tego stanu życia Bartymeusza rodzi się ta jego wiara, ta jego modlitwa „Synu Dawida”, „Rabbuni”, „Mistrzu”. 

Pięknie o dzisiejszej Ewangelii pisze amerykański jezuita, o. James Martin w książce „Jezus”, która się ukazała kilka dni temu, jest bestsellerem New York Times’a. Książka jedna z najbardziej poczytnych na Zachodzie. Gdzieś w połowie tej książki, biografii Jezusa, jest omówienie perykopy z tej dzisiejszej Ewangelii. Jezuita pisze: „Bartymeusz staje się dla nas wzorem ucznia Jezusa”. Bo okazuje się, że można być na różny sposób uczniem Pana Jezusa. Nie możemy szufladkować ludzi. Nie wolno odmówić działania łaski Bożej takim ludziom, o których nam się wydaje, że „od Pana Boga to oni nie są”. Działa w nich jakoś Bóg, że przyjdą do kościoła, kiedy my będziemy spali, o godzinie trzeciej czy piątej nad ranem, by się pomodlić. To jest taki Bartymeusz. Może, to szybciej chwyci Jezusa za serce, niż my, z naszym nieskazitelnym i uporządkowanym życiem. 

Co jeszcze zachwyca nas w Bartymeuszu? Kiedy zbliża się do Jezusa i woła „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”, ludzie chcą go uciszyć. A on nie przestaje wołać. Kto to jest uczeń Jezusa? To jest ktoś, kto umie zlekceważyć tłum. Kto nie poddaje się pod dyktat czy motyw tego, co proponuje świat. Być uczniem Pana Jezusa w tym świecie, który jest rozgadany, rozkrzyczany to nie przestać się modlić, choćby świat mówił, że już nie warto, że już za późno. Nie przestać się modlić i wołać do Jezusa. 

Bartymeusz, gdy się zrywa do Jezusa i biegnie do niego, zostawia swój płaszcz. Ten płaszcz Bartymeusza to było całe jego mienie, cały jego majątek, nic więcej nie miał. W Starym Testamencie mówiło się o przysłowiowym płaszczu, jak my dziś o „ostatniej koszuli” – że ktoś oddał ostatnią koszulę, ostatni grosz. Ten płaszcz jest jego wszystkim, jego domem, mieniem, jego kocem, łóżkiem, wszystkim, co ma. Ale też jest starym życiem. To było pozostawienie starego życia – życia żebraka. Kiedy Jezus go zawołał, zrywa się na nogi i biegnie przed siebie, chociaż nic nie widzi. 

Pięknie o tym żebraku Bartymeuszu mówi ksiądz Twardowski i sławi tę jego wiarę: „O ty, który wołałeś Niewidzialnego”. Tyś nie widział Jezusa, byłeś niewidomy, a tyś wołał Niewidzialnego, i Niewidzialny usłyszał twoją modlitwę. I zobaczyłeś Go. 

W tym momencie, kiedy Bartymeusz się zrywa, to jednocześnie się nawraca. Pozostawia swój stary płaszcz, i idzie do Jezusa. Bartymeusz jest znakiem nawrócenia każdego z nas. 

To jest cudowna Ewangelia na ostatnią niedzielę października, na nasze przygotowania do uroczystości Wszystkich Świętych. Nie tylko wtedy, kiedy będziemy porządkowali groby naszych bliskich, ale wtedy, gdy będziemy rozważali tajemnicę Świętych obcowania, kiedy będziemy odkrywali na nowo bliskość wszystkich Świętych przy nas. Abyśmy się po prostu nawrócili, byśmy jakiś stary płaszcz, jakiś stary, zły uczynek zostawili za sobą. I bardziej, mocniej, z sercem bijącym pobiegli za Jezusem. Amen.

Serdecznie zapraszamy do udziału w naszych nabożeństwach i spotkaniach!  

 


:: PROGRAM na LISTOPAD 2015 r. ::

:: MSZA ŚW. ZA OJCZYZNĘ I PIELGRZYMKA NA TAMĘ ::

IDŹMY BRONIĆ LUDZKIEJ GODNOŚCI

Wierny wieloletniej tradycji, 19 października płocki Klub Inteligencji Katolickiej wziął udział w koncelebrowanej Mszy św. w intencji ojczyzny w kościele św. Jana i pielgrzymce do Sanktuarium Męczeństwa bł. ks. Jerzego Popiełuszko we Włocławku, gdzie pielgrzymi modlili się na poruszającym serca i sumienia nabożeństwie Słowa Bożego pod przewodnictwem ks. dr. Włodzimierza Piętki, opiekuna naszej wspólnoty. Zwiedziliśmy również multimedialne Muzeum Pamięci bł. ks. Jerzego, powstałe dzięki Łasce Bożej i hojności wiernych.

  

Na początku Mszy św., wiernych serdecznie powitał ks. dr Włodzimierz Piętka, Asystent Kościelny Klubu Inteligencji Katolickiej, przypominając o długiej historii obchodów tego dnia i naszym gorącym pragnieniu wierności tradycji, która powstała w pierwszych latach po męczeńskiej śmierci Błogosławionego ks. Jerzego, kiedy to młody płocki KIK jechał na tamę we Włocławku, gdzie modlono się u ciemnych i wzburzonych wód Wisły, składano kwiaty i zapalano znicze, a potem odmawiano modlitwę różańcową w drodze do Krzyża Papieskiego.

Mszy św. w kościele Św. Jana w Płocku przewodniczył i homilię wygłosił ks. kan. dr Tadeusz Kozłowski, oficjał sądu biskupiego.

- "Nie bójcie się!" Trzeba więc nam iść i wbrew wszystkim przeciwnościom głosić prawdę. Idźmy zatem, jak Ksiądz Jerzy, bronić ludzkiej godności każdego człowieka. Od początku jego życia - od poczęcia aż do naturalnej śmierci. W podzielonej ojczyźnie, idźmy, jak On, zwyciężać zło dobrem! - wzywał kaznodzieja. 

- Podczas pamiętnej pielgrzymki do Polski Ojca Świętego Jana Pawła II w 1991 roku, we Włocławku, Ojciec Święty wspominał księdza Jerzego, wypowiadając słowa o budowaniu duchowej jedności narodu. Jakże są aktualne te słowa także dzisiaj, gdy szukamy duchowych wartości, by jednoczyć narody Europy:  "Tu, na tej ziemi kujawskiej, tu, w tym mieście męczenników, to musi być powiedziane głośno. Kulturę europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach — i u nas w ostatnich dziesięcioleciach. Tak, tworzył ją ksiądz Jerzy. On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus. Tak jak Chrystus, jak Chrystus ma prawo obywatelstwa w świecie, ma prawo obywatelstwa w Europie, dlatego, że dał swoje życie za nas wszystkich. Chrystus ma prawo obywatelstwa wśród nas i wśród wszystkich narodów tego kontynentu i całego świata, przez swój krzyż" - przypominał słowa Ojca Świętego ks. T. Kozłowski. 

- Bracia i Siostry, niech przez Hostię uniesioną w rękach Błogosławionego Męczennika, wieniec wspaniałego zwycięstwa prawdy nad kłamstwem, miłości nad nienawiścią pomaga naszej ojczyźnie i każdemu z nas w pokonywaniu codzienności naszego życia. Błogosławiony Księże Jerzy, w Twojej Niebieskiej Ojczyźnie wstawiaj się nieustannie za nami i za naszą i Twoją ziemską ojczyzną, i ją błogosław - modlił się celebrans.

Po Mszy św., uczestnicy uroczystości udali się w drogę do Włocławka, gdzie w niedawno powstałym Sanktuarium, którym opiekuje się wspólnota zakonna Ojców Pocieszycieli z Getsemani, zostało odprawione nabożeństwo Słowa Bożego, któremu przewodniczył ks. dr Włodzimierz Piętka. "Wszechmogący wieczny Boże, Ty w swej Opatrzności uczyniłeś błogosławionego męczennika Jerzego, prezbitera, niezłomnym świadkiem Ewangelii miłości i obrońcą ludzkiej godności; † spraw prosimy, * abyśmy za jego wstawiennictwem i przykładem, żyjąc w prawdziwej wolności, umieli zło dobrem zwyciężać. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen" - modlili się pielgrzymi, a potem w ciszy rozważali słowa Błogosławionego: "Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą. Wyrażać miłość i szacunek, gdy inni sieją nienawiść. Zamilknąć, gdy inni mówią. Modlić się, gdy inni przeklinają. Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić. Przebaczyć, gdy inni nie potrafią. Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą”.

Nabożeństwo Słowa Bożego i ucałowanie relikwii Błogosławionego uwieńczyły obchody dnia pamięci Jego narodzenia dla Nieba - tej śmierci, z której wciąż "rośnie dobro, jak z krzyża zmartwychwstanie". 

Artykuł ks. dr. Włodzimierza Piętki pod tytułem "Turbiny w nurcie wiary", poświęcony tym ważnym wydarzeniom, można przeczytać na stronie internetowej płockiej edycji "Gościa Niedzielnego":

http://plock.gosc.pl/doc/2773717.Turbiny-w-nurcie-wiary  

:: MSZA ŚW. ZA OJCZYZNĘ I PIELGRZYMKA NA TAMĘ ::
:: Schola Gregoriana Sancti Casimiri ::

MISTYKA CHORAŁU GREGORIAŃSKIEGO

17 października 2015 r., o godz. 19.00, w Płockiej Bazylice Katedralnej odbył się występ zespołu Schola Gregoriana Sancti Casimiri z okazji 940-lecia powstania Diecezji Płockiej pod tytułem Śpiewy na "Poświęcenie Kościoła" z Graduału Franciszkańskiego z Płocka z XIII w. 

W tych dniach świętujemy 940 rocznicę ustanowienia diecezji płockiej. Schola Gregoriana Sancti Casimiri z Białegostoku, w nawiązaniu do obchodzonego w ostatnią niedzielę października Uroczystości Rocznicy Poświęcenia Kościoła, zaprezentowała chorał gregoriański przeznaczony na to święto. Podczas koncertu zaśpiewano utwory z jednego najstarszych graduałów franciszkańskich w Europie, znajdującego się Bibliotece Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Oprócz Wotywy na poświęcenie kościoła "In dedicatione Ecclesiea", przedzielonej, jak podczas mszy w średniowieczu częściami ordinarium missae, zostały wykonane utwory maryjne z wspomnianego graduału, nawiązujące do wezwania płockiej Katedry. Wykorzystanie portatywu, będącego w użyciu w czasach powstania graduału franciszkańskiego, miało walor rekonstrukcyjny w adaptacji prezentowanej muzyki.

Wykonawcy: Schola Greegoriana Sancti Casimiri. Mariusz Perkowski - kantor, Marcin Szaciłowski - tenor, Paweł Cichoński - tenor, Adam Boruch - baryton, Łukasz Olechno - bas, Karol Komenda - bas, gościnnie - Bartosz Izbicki - portatyw. 

Program koncertu: Cz. I. Śpiewy na święta Maryjne z graduału franciszkańskiego z Płocka z XIII w. Purificatio BMV: All. v.Senex puerum portabat, All. v. Post Partum. Annuntiatio BMV: All. v. Ave Maria, gratia plena, All. v. Virga Iesse floruit. Assumptio BMV: All. v. Assumpta est Maria. Nativitatis BMV: All. v. Felix es, sacra Virgo Maria. Tractus: Gaude Virgo. Cz.II. Antyfona na procesję przed sumą: Haec est dies quam fecit Dominus. Introit - Terribilis est. Kyrie (XI). Gloria (XIV). Graduał - Locus iste. Alleluja - Adorabo ad templum. Credo (I). Offertorium - Domine Deus. Sanctus (XI). Agnus Dei (XI). Communio - Domus mea Ite missa est (XI). 

Cudowne, uzdrawiające doznania duchowe i artystyczne, z pewnością przyczyniły się do pogłębienia naszej wiary i wrażliwości na piękno, a także stały się ważną przystanią w podróży po Dniach Kultury Chrześcijańskiej w Płocku.   

Organizatorem koncertu jest Klub Inteligencji Katolickiej, wydarzenie zostało dofinansowane z Urzędu Miasta Płocka. Patronat medialny nad Dniami Kultury Chrześcijańskiej objeły "Gość Niedzielny" oraz KRDP. 


 

  

  

  

:: Jana Pawła II dekalog Płocki ::

JANA PAWŁA II DEKALOG PŁOCKI

Co zostało w nas ze spotkania ze św. Janem Pawłem II? Jacy dziś jesteśmy - my i nasz Kościół? Jak korzystamy z odzyskanej wolności? Czy żyje w nas nadzieja? Co oznacza dziś proste słowo uczciwość? Odpowiedź na te i wiele innych wiele pytań wybrzmiała w Opactwie Pobenedyktyńskim, w sobotę 10 października 2015 r.  

  

W Płocku trwają Dni Kultury Chrześcijańskiej. Wzorem lat ubiegłych, płocki KIK aktywnie włączył się w organizację wydarzeń i spotkań, m.in. sobotniej konferencji pod tytułem „Jana Pawła II dekalog Płocki” w Opactwie Pobenedyktyńskim. 

Ojciec Święty Jan Paweł II odwiedził Płock w dniach 7-8 czerwca 1991 roku, w Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, podczas IV Pielgrzymki do Ojczyzny. Prelegenci – ks. dr Włodzimierz Piętka, dr Monika Waluś i ks. prof. Michał Marian Grzybowski – przypomnieli zebranym o wezwaniach, jakie wówczas stanęły przed Kościołem w Polsce w obliczu przemian społecznych i gospodarczych – przemian nieznanych, niełatwych i bolesnych, o kontekście historycznym wizyty papieża, o tym, jaki wpływ ma przyjazd i nauczanie papieża na realizację przez nas – chrześcijan, katolików Płockich, naszego chrześcijaństwa - również dziś. 

Ks. dr Włodzimierz Piętka, przypomniał zebranym o duchowym kontekście przemian ustrojowych w Polsce na początku lat 90, o dziwnej roli mediów w kreowaniu wizerunku przeciwnika w postaci „czarnych” w miejsce „czerwonych”, o trudnych początkach transformacji w społeczeństwie, ale także w Kościele, i wskazówkach papieża, jak z odzyskanej wolności korzystać, nie gubiąc po drodze wiary i sumienia. Prelegent zwrócił uwagę na następujące sformułowania papieża: „Lękajcie się lekkomyślności i małoduszności. Z tego trudnego doświadczenia, które nosi nazwę „Polska”, można wydobyć lepszą przyszłość, ale tylko pod warunkiem uczciwości, trzeźwości, wiary, wolności ducha i siły przekonań”, „Nie pragnijmy takiej Polski, która by nic nie kosztowała”. Przypomniał również o tym, że w nowej rzeczywistości biskupi polscy próbowali znaleźć swój własny głos - w nowej przestrzeni publicznej, gdzie nie ma już „ich” i „nas”, wszystko się wymieszało, kiedy Kościół ma stać na straży prawa moralnego, ale jednocześnie uczestniczyć w budowie społeczeństwa obywatelskiego, budzić tego „śpiącego olbrzyma”, jakim są katolicy świeccy, mówić o odpowiedzialności, o formowaniu sumienia. 

 - To było niełatwe wyzwanie – przekładanie katolickiej nauki społecznej na nowe polskie biedy. Po pielgrzymce 1991 roku, kardynał Macharski przypomniał, że Kościół musie się nauczyć być defensor hominis – obrońcą osoby ludzkiej w nieznanych wcześniej warunkach demokracji – podkreślał prelegent. 

- Uważano, że tę pielgrzymkę papież odbył po peryferiach Poski, omijając największe i najważniejsze miasta. Kolejny kontekst tej pielgrzymki papieskiej – to są tzw. „odnowione media”, świeccy intelektualiści, kreujący się na nowe autorytety moralne, którzy pod hasłem demokracji „zawiesili” dyskusję na temat społecznych norm moralnych w tych „nowych” mediach. „Odnowione” media krytykują też wysokie koszty papieskiej pielgrzymki. Kościół, nie mając własnych mediów, nie mógł odpowiedzieć na ataki, w Polsce wówczas miały miejsce pewne napięcia etniczne i ekumeniczne, i to właśnie sprawiło, że kontekst społeczny i medialny tej pielgrzymki był tak bardzo zagmatwany.  Watykaniści, włoscy dziennikarze uważali, że ta pielgrzymka, skierowana niejako na Wschód, będzie spokojna, duszpasterska, ale wcale taka nie była – mówił ks. W. Piętka. 

 – Kiedy okazało się, że papież będzie mówił o dekalogu, zrozumiano, że ten papież, który do tej pory uchodził za człowieka, który obalił komunizm, teraz przyjeżdża do Polski jako obrońca chrześcijańskiej tożsamości, korzeni chrześcijańskich, wartości moralnych – przypominał prelegent. 

- Dlaczego, jak określają niektórzy komentatorzy, była to NAJSMUTNIEJSZA pielgrzymka papieża? Media skutecznie kreowały nastroje społeczne, kreowały Kościół na nowego „wroga”, największe zagrożenie dla demokracji. Jaki papież przyjechał do Polski i jakich ludzi spotkał wtedy w Polsce, w 1991 roku? Media włoskie pisały: „Do Polski jedzie nowy Mojżesz. Jak Mojżesz przeprowadził naród wybrany przez Morze Czerwone, tak papież przeprowadził naród polski przez ”morze czerwone” komunizmu”. Papież przyjechał do Polski z dwoma tablicami Dekalogu. Ale też z dwoma najnowszymi encyklikami: „Redemptoris missio” i „Centesimus annus” - o ogniu, który rozpala chrześcijaństwo od środka i o działaniu Kościoła w świecie, gdzie stwierdza, że podstawowym celem Kościoła powinno być kształtowanie sumień, a nie intrygi polityczne czy plany ekonomiczne. Gdyby ci wszyscy medialni „intelektualiści” przeczytali te encykliki, moglibyśmy uniknąć wielu jałowych sporów i sprowadzania tej pielgrzymki do tego, co jeszcze chce „ugrać” Kościół. To, co papież mówił do Polaków, było wielkim komentarzem nie tylko do Dekalogu, ale również do tych dwóch wielkich dokumentów, które mówią kim jesteśmy i co mamy robić w świecie – podkreślał mówca. 

- Historia z Księgi Wyjścia powtórzyła się w naszej historii. W Gorzowie Wielkopolskim, w 1997 roku, tłumy ciągle przerywały kazanie papieża: „Sto lat!”, „Zostań z nami!”, „Kochamy Ciebie”, jakby w ogóle nie chciały słuchać kazania papieża, tylko ciągle klaskać. Papież wtedy odłożył kartki i powiedział: „A jak wy to robicie?” Niech taka myśl, taki niepokój w nas zostanie: jacy byliśmy wtedy i jacy jesteśmy teraz? – reasumował ks. dr Włodzimierz Piętka. 

Kolejny prelegent, ks. prof. Michał Grzybowski jeszcze raz podkreślił, że media "odnowione" w rzeczywistości odnowionymi nie były. Nie były przyjemne ani łatwe również słowa papieża - nie kradnij, nie cudzołóż, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca - są to rzeczy, które nie zawsze przylegają do nas jak przysłowiowa koszula... W Płocku zaś papież zatrzymał się przy ostatnim - dziesiątym przykazaniu. 

Ks. M. Grzybowski przypomniał zebranym o tym, że ks. kardynał Karol Wojtyła aż pięć razy przyjeżdżał do Płocka z rozmaitą posługą duszpasterską. Rok 1966 - uroczystości Millenijne, 1967 - obchody 400-lecia śmierci św. Stanisława Kostki, 1971 - koronacja Matki Bożej Czerwińskiej, 1975 - 900-lecie naszej diecezji, 1976 - zakończenie peregrynacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. I szósty przyjazd - już jako papież - na pielgrzymkę w roku 1991 do Polski i do Płocka.   

- Ówczesny biskup Płocki, Zygmunt Kamiński, mówił do papieża: „Długo, bo z górą dziewięć stuleci, wyglądał Kościół na Mazowszu płockim, Kurpiach i części ziemi dobrzyńskiej chwili spotkania z Biskupem Rzymu i Następcą św. Piotra”. Odpowiadając, papież powiedział m.in.: „[…] Pragnę pozdrowić całe Mazowsze, ogarniając jego wielowiekową przeszłość, jego teraźniejszość i przyszłość, to miejsce, jakie ma w dziejach naszej Ojczyzny, w dziejach Kościoła, w dziejach świętości”, mówiąc następnie o naszych, mazowieckich Świętych. Rozpoczęły się uroczystości ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, Msza święta, homilia, której myślą przewodnią, w jej pierwszej części, było wezwanie Chrystusa: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca” – przypominał prelegent.

- Papież skoncentrował się na tym, że to Chrystus jest naszym nauczycielem. A następnie przeszedł do omówienia dziesiątego Przykazania Dekalogu „Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest”. Cały wywód papieża, jak zawsze, był długi, logiczny, teologiczny, uzasadniony słowami z Pisma Świętego, ale też i psychologiczny, gdyż przykazanie to dotyka wnętrza ludzkiego serca. Pożądanie nie jest uczynkiem zewnętrznym – jest tym, czym żyje ludzkie serce, co siedzi w moim sumieniu. Chodzi o pożądanie rzeczy, która jest czyjąś własnością. Przez pożądanie człowiek staje się niewolnikiem posiadania i używania tego, czego pożąda. Zaprzecza swojej godności. „Nie liczy się z bliźnim ani z Bogiem” – powiada papież. I kończy to rozważanie jednym krótkim stwierdzeniem: „To pożądanie jest zwodnicze”. Ukradłeś, zabrałeś komuś – cóż będziesz miał z tego? Ważne to jest również, gdy przeprowadza się reformy gospodarcze, polityczne, społeczne, religijne, najrozmaitsze w tzw. „okresie transformacji” – podkreślił ks. M. Grzybowski.

- Nie można, powiada papież, bogacić się kosztem innych! Zobaczmy, co się dzieje wokół nas, w polityce. Gdzie zaczynają się, gdzie rodzą się wojny? W sercu, w umyśle. W pożądaniu – mówił prelegent.

- Na zakończenie papież mówił: „Przywracajmy blask naszemu pięknemu słowu UCZCIWOŚĆ”. Czy słyszeliście Państwo ostatnio słowo uczciwość? Rzadko się go słyszy… „Uczciwość, która jest wyrazem ŁADU SERCA. Uczciwość w słowie, w czynie, w rodzinie, w stosunkach sąsiedzkich, w pracy, w ministerstwach, w rzemiośle, w handlu, w całym życiu. Uczciwość jest źródłem zaufania, pokoju społecznego i prawdziwego rozwoju” – przypominał naukę Jana Pawła II ks. M. Grzybowski.   

- Następnie papież zatrzymał się przy Wyższym Seminarium Duchownym, modląc się o beatyfikację płockich biskupów męczenników, potem udał się do zakładu karnego, zbudowanego już w roku 1803 – więzienia ciężkiego, gdzie odbywają karę recydywiści. Papież mówił serdecznie, rzewnie: „Najgorszym więzieniem byłoby serce zamknięte i zatwardziałe, a najgorszym złem – rozpacz. Jesteście skazani, ale nie potępieni. Każdy z Was może zostać przy pomocy łaski Bożej świętym” – opowiadał mówca.

- Wiwaty tłumów młodszych i starszych, rozmowy z okna domu biskupiego, piękne pożegnanie: „Żegnam Płock i cieszę się, że mogłem go odwiedzić. A jeszcze cieszę się, żeśmy się tak serdecznie mogli spotkać”. Papież mówił o patronie Mazowsza – św. Stanisławie Kostce, ale podkreślił także konieczność pamiętania i mówienia o siostrze Faustynie i Bożym Miłosierdziu, ”którego świadkiem i rzecznikiem stała się ta prosta córka polskiej ziemi” – wspominał ks. M. Grzybowski.

- Płocczanie długo żyli tym wydarzeniem. Niedawno wydano album „Spotkaliśmy się serdecznie” ze zdjęciami z tych dni. Ale te same media, o których mówiliśmy wcześniej, mają swoją wizję odniesienia się do nauki papieża, wmawiają nam, abyśmy papieża słuchali, ale się specjalnie nie przejmowali. Dlatego właśnie należy powiedzieć sobie czasem: stop! I przypomnieć słowa papieża: „Kochacie mnie? A jak wy to robicie?” – zakończył myśl ks. prof. Michał Grzybowski.  

Kolejny prelegent, dr Monika Waluś podjęła próbę spojrzenia na papieską pielgrzymkę do Płocka z perspektywy 24 lat. Zwróciła uwagę na to, że w Płocku „bywa”, jest gościem. Gość nie zna szczegółów życia gospodarzy, ale gość ma możliwość zauważenia całości, spojrzenia niejako z zewnątrz. 

- Przypomina mi się jeden z wywiadów z Wandą Półtawską, w którym mówi ona nie po raz pierwszy o żenującej nieświadomości nauczania papieża i braku przejmowania się jego nauką przez Polaków, podobnie jak biografowie papiescy. Nie jestem pewna, czy tak jest, być może dlatego że jestem z wykształcenia pneumatologiem, i widzę we wszystkim tym jednak działanie Ducha Świętego. Chciałabym Państwa zapytać, albo Panią Półtawską: z czym chcecie to porównywać? To oddziaływanie papieża, to jego przyjęcie? Z czym chce porównywać go ten biograf? Jak porównywać? – pytała zebranych dr M. Waluś. 

- Jesteśmy narodem maryjnym, wszyscy o tym wiedzą. Czy wiedzą Państwo, po jakim czasie została przetłumaczona na język polski adhortacja apostolska „Marialis cultus”? Po dziesięciu latach… Taki jest nasz – ale nie tylko Polaków – stosunek do dokumentów papieskich, encyklik i adhortacji. Nauczanie papieskie wykładamy na uniwersytetach – i to ze skutkiem różnym, jeżeli więc studenci teologii, siostry zakonne, księża nie wychodzą z wykładów z błyskiem w oku, z encyklikami pod pachą, to musimy realnie spojrzeć na możliwości zwykłych ludzi. Dlatego próbę spojrzenia zaczęłabym od realistycznych oczekiwań. Czy oczekiwaliśmy, że na spotkania z papieżem wszyscy wierni mieli przyjść z tymi wszystkimi dokumentami? Z Dekalogiem? Bijąc się w pierś? Realne oczekiwania to naprawdę pomaga – podkreślała prelegentka. 

- Jestem z zewnątrz, i dlatego mogę spojrzeć na Państwa kontekstualnie, porównać Was z innymi środowiskami, nawet z Petersburgiem. Znam także środowiska Klubów Inteligencji Katolickiej z Krakowa i Warszawy. I porównując Was z nimi, chciałabym powiedzieć Wam o Waszej wyjątkowości i tym, że jesteście niesamowici. Patrząc na was, można powiedzieć, że papieska pielgrzymka wydała ogromne owoce. Państwo po prostu przyzwyczaili się do sytuacji, i to też dowodzi owoców. Broniłabym tych klaszczących, skandujących i wymachujących do papieża. Dlaczego? Bo to budzi się tożsamość, mamy więc prawo klaskać temu papieżowi. Mamy prawo być dumni z papieża – mówiła pani M. Waluś. 

- Kolejna rzecz, bardzo istotna: co to znaczy „peryferia Polski”? Uważam, że najważniejsze rzeczy dzieją się nieraz właśnie w ośrodkach lokalnych, jak Niepokalanów, Licheń, Płock. Wiele osób duchownych i świeckich uczęszczają na studia maryjne. Dla nich Jan Paweł II jest ciągle żywy. Takich ludzi jest bardzo dużo, w różnych miejscach w Polsce bardzo wiele się dzieje, i nie ma czegoś takiego jak peryferia. Dlatego pomysł papieża pojechania do różnych miejsc w Polsce był aktem docenienia tych wszystkich miejsc, gdzie życie się toczy – i to też jest owoc Jana Pawła II, który widział nie tylko Warszawę i Kraków – uświadomiła mówczyni.   

- Sytuacja była trudna z tego względu, że przestała być ekstremalna, i wtedy pojawia się kryzys, nieumiejętność normalnego życia. Trzeba było nauczyć się żyć w nowy sposób. I dlatego ta trudność słuchania kazania papieża o Dekalogu była do przewidzenia. Papież wiedział, że żadne wychowanie nie trwa tyle co kazanie. Wychowanie trwa latami, dlatego głoszone prawdy muszą tu osiąść i rosnąć jak ciasto drożdżowe. Papież żyje w wielu środowiskach, o czym my nawet nie wiemy, i każde z nich uważa go za „swojego”. Dlatego ocena sytuacji będzie możliwa po jeszcze dłuższym czasie. Będzie widać, jak duże są owoce tej pielgrzymki – przede wszystkim to, że Państwo tu jesteście – podkreśliła prelegentka. 

Swoimi uwagami i spostrzeżeniami z zebranymi podzielili się również ks. prof. Ireneusz Mroczkowski, a także pani Ewa Kozłowska-Głębowicz, prezes Stowarzyszenia „Ratujmy Ratowo”.  

:: Homilia ks. dr. Włodzimierza Piętki ::

Msza św. Klubu Inteligencji Katolickiej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia

Jak co miesiąc, 27 września 2015 roku, nasz Klub modlił się na Mszy św. w kaplicy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. W homilii, ks. dr Włodzimierz Piętka przypomniał o przestrodze Mojżesza z Księgi Liczb, a także wyjaśnił jakże twarde i bolesne, niezrozumiałe słowa Jezusa, piętnującego w nas chęć wykluczenia innych, zazdrość, zawłaszczenie sobie prawa na wyłączność - także na duchowej płaszczyźnie naszego życia.

To Ewangelia, w której są postanowione wysokie wymagania: odetnij rękę, odetnij nogę, wyłup oko... i wydaje się bardzo negatywna. Początek tej Ewangelii był przed tygodniem: spór o pierwszeństwo, wcześnie zapowiedź Męki - Jezus te słowa kieruje tylko do grona najbliższych, a nie do tłumów. Jan mówi: "Zazdroszczę, bo... ktoś potrafi więcej ode mnie, bo czyni cuda". Chce wykluczyć go z dobra, do którego on przynależy. Tu chodzi o tych wszystkich, którzy są bardzo blisko Jezusa, którzy są w Kościele, we wspólnocie - bardzo ważna Ewangelia dla nas.

- Te wymagające słowa Jezusa, odnieśmy je bezpośrednio do tej wspólnoty życia, w której ja żyję. Zobaczmy co się dzieje: oto Jan mówi do Jezusa: „Panie, zazdroszczę”. Bo jest ktoś, kto potrafi więcej ode mnie. Bo czyni cuda. A ja? Przypomnijmy sobie: jest w Ewangelii od św. Marka ten fragment, kiedy to do Apostołów jest przyprowadzony chłopiec, który ma ducha nieczystego, i Apostołowie nie potrafią tego ducha wyrzucić, nie potrafią tego człowieka uzdrowić, nie potrafią dokonać cudu. Kiedy Jezus schodzi z Góry Przemienienia, dopiero On wybawia tego człowieka od złego ducha. Apostołowie nie potrafią dokonać cudu. Jan mówi: „Widzieliśmy kogoś, kto w imię Twoje wypędza złe duchy. Czyli umie więcej niż my, a my jesteśmy z Tobą, Jezu”. Jan chce wykluczyć tego człowieka wraz z dobrem, w którym on uczestniczy. „Zakazaliśmy mu” – mówi. Zobaczmy, że w tej Ewangelii dzisiejszej chodzi o tych wszystkich, którzy są BARDZO BLISKO JEZUSA. W tej Ewangelii jest demaskowana taka postawa, w której zawłaszczam sobie, biorę sobie za swoje, że to jest dla mnie – łaskę, którą Pan daje. Nie tylko mi ją daje, ale daje nam wszystkim. Chodzi więc o rzecz, która jest naprawdę bardzo ważna dla naszej wspólnoty, żebyśmy nie stali się gettem. Abyśmy nie stali się towarzystwem, które sobie wszystkiego zazdrości. Ale żebyśmy byli wolni od tego wszystkiego. Żebyśmy było wolni od zazdrości. Jezus w tej Ewangelii próbuje nauczyć Apostołów, że Kościół nie jest wspólnotą wybrańców, ale że Kościół jest dla każdego. Nawet dla tego, kto poda kubek wody. Nawet dla tego, kto uczyni nawet najmniejsze dobro. Co mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii? – Ja nikogo nie wykluczam. Ja nikogo nie wykluczam! – przypominał ks. W. Pietka. 

Jezus w tej Ewangelii próbuje nauczyć Apostołów, że Kościół nie jest wspólnotą wybrańców, ale że Kościół jest dla każdego. Nawet dla tego, kto poda kubek wody. Nawet dla tego, kto uczyni nawet najmniejsze dobro. Co mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii? – Ja nikogo nie wykluczam. Ja nikogo nie wykluczam! – mówi Jezus. 

- A dalej czytamy w dzisiejszej Ewangelii o skandalu. „Kto by zgorszył jedno z tych najmniejszych, niech lepiej uwiąże kamień u szyi i zostanie wrzucony do morza”.  Te słowa, o tym skandalu, o  tym gorszeniu – żeby dosłownie zrozumieć sens tych słów Pana Jezusa, należy odwołać się do dzisiejszego pierwszego czytania ze starego testamentu, w którym Ducha otrzymali nie tylko ci, którzy byli w namiocie, ale także ci, którzy, mimo, że byli wyznaczeni, nie przyszli. I wtedy pobożny Jozue mówi do Mojżesza: „Panie, zakaż im, zabroń im”. A Mojżesz mówi: „Oby cały lud Pana tak prorokował”. Ten skandal, w sensie ewangelicznym, odnosi się do takiej postawy, kiedy się POWĄTPIEWA o drugiej osobie. Skandalicznym, w sensie ewangelicznym, jest to, że powątpiewasz, że twój bliźni może się dostać do Nieba. Skandalem jest to, ze myślisz, że ten człowiek jest skreślony dla Nieba, nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego. A więc, skandalem jest to, że ja wykluczam kogoś, wykluczająco patrzę na drugiego człowieka. A nie to, że na przykład, ja bym zgrzeszył. Ze grzechu się dopuściłem. To jest prawdziwy skandal. Dlatego Jezus w tym tekście do nas mówi: „Jeśli twoja noga, twoja ręka, twoje oczy ci przeszkadzają, to je oddziel od siebie, odrąb, wyłup... „Ręka” to działanie, ale również takie działanie, które wyklucza drugiego człowieka. Coś robię dla siebie – coś robię, by tak podkreślić swoje – swoją inwencję, swoje działanie, swoją pomysłowość… może swoim działaniem ja wykluczam drugiego człowieka? Dobra jest akcja wychodzenia do drugiego człowieka. Jeśli twoja noga ci przeszkadza, nie jest zdolna do pójścia, do wyjścia do drugiego człowieka, by się z nim spotkać, odrąb je – mówi Jezus. Te wszystkie działania wykluczające – odetnij je od siebie. Zdemaskuj je. Jeśli twoje oko patrzy wykluczająco na drugiego człowieka, wydłub je. Przesłanie dzisiejszej Ewangelii jest jedno: nie trać wiary w drugiego człowieka! Nawet łotr na krzyżu może być zbawiony. Skoro Bóg nie traci wiary w człowieka, to dlaczego ty tę wiarę tracisz? - podkreślał kaznodzieja.  

- Jesteśmy w takim miejscu, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie ciągle się rodzi wiara w drugiego człowieka, w to że świat może być zbawiony, i tę wiarę ciągle musimy odzyskiwać na nowo. Nie możemy być prorokami, którzy ciągle wieszczą tylko nieszczęścia i Apokalipsę. My tu przychodzimy po nadzieję. Po to, by nawet ciemne doliny, w których może się znajduje nasza rodzina, czy ja sam, żeby do tej ciemnej doliny, w której się jest, wpuścić światło nadziei. Myślę, że słyszymy od Jezusa: „Nie traćcie nadziei w człowieka!” Przesłanie tej Ewangelii, mimo radykalnych sformułowań, jest absolutnie pozytywne i budujące nas: NIE TRAĆ WIARY W CZŁOWIEKA. Nie wykluczaj drugiego człowieka. Zobaczcie, ile o tej postawie wykluczenia mówi papież Franciszek, który teraz jest w Stanach Zjednoczonych, jak on piętnuje Zachód, że z jednej strony próbuje się tworzyć jakieś zasady parytetu i równać wszystko – i dobro, i zło, wymieszać wszystko razem – papież to demaskuje. Tak naprawdę jest to cywilizacja, która wyklucza, która ciągle przyśpiesza do przodu, zostawia z tyłu tych, którzy są słabsi, biedniejsi. Zobaczcie, jak ta Ewangelia jest aktualna, jeśli chodzi o dzisiejszy problem uchodźców, o to co się dzieje w Europie. Jaka jest to trudna Ewangelia dla nas. Ale Ewangelia nie do odrzucenia. Jak teraz podejść do tej całej rzeczywistości, żeby się nie narazić na mocne słowa Jezusa? Nie być tymi, którzy wykluczają, a jednocześnie być człowiekiem mądrym - mówił ks. W. Piętka.

- Ta Ewangelia, Siostry i Bracia, jest dzisiaj czytana, aby nas zabolała. Bo czasami dobrze, jeśli nas coś zaboli. Byśmy sobie uświadomili wagę, ciężar tych słów, tych wskazań. Bo chrześcijaństwo już wielu ludzi nie boli. Do dziś wielu chrześcijan nie dostrzega problemu w tym, że swoim zachowaniem, swoją postawą daje po prostu zgorszenie. Jakby ta kategoria uległa wyłączeniu, została wzięta w nawias. Wszystko się od tego zaczyna, że mnie już Ewangelia nie boli, przykazania nie bolą, jakoś Miłosierdzie Boże mnie nie niepokoi, i do wszystkiego się przyzwyczaiłem. Problem zgorszenia, obojętności – jest to wielki i ciężki grzech - zakończył kazanie Asystent Kościelny KIK-u.

Błogosławiona Klara Ludwika Szczęsna - od dziś nowa błogosławiona, odkryła w swoim sercu duchowość Serca Pana Jezusa, które chce nas uratować. Nowa błogosławiona nie zostawiła po sobie żadnego zapisu autobiograficznego, który by mówił o jej życiu wewnętrznym. Zachowały się jednak trzy medytacje, które bardzo dobrze ją samą wyrażają i charakteryzują duchową jej sylwetkę. Są to rozmyślania o posłuszeństwie, miłości bliźniego i cichości, to jest o cnotach. W ostatniej z medytacji tak pisze: "Błogosławieni cisi – powiedział Jezus – to jest łagodni. Łagodność i słodycz to cecha Jezusa, to promień Jego Boskiej pogody [...] Oblubienica Baranka powinna być samą słodyczą [...] Słodycz uczyni cię panią serca własnego, da panowanie nad sobą i zwycięstwo prawdziwe. Uczyni cię panią serc drugich, jedna bowiem serca, łagodzi i rozbraja, nawraca dusze i pozyskuje Bogu. Na koniec uczyni cię panią Serca Bożego, bo nic nas podobniejszymi nie czyni do Boga jak słodycz, a Bóg widząc to podobieństwo, nie odmówi miłości. Pokój duszy, która posiada sama siebie, jest to uczestnictwo w chwalebnej, niezmiennej spokojności Bożej [...] Bóg w osobliwy sposób nagradza słodycz – cnotę Jezusową i wysłuchuje jej modłów".

"Jezus sam jest najpotężniejszą dla nas pobudką do kochania bliźniego, bo On go miłuje". 

"O, jakże byś kochała bliźniego, gdybyś poszukała jego zasługi w Sercu cierpiącego Boga! Jakże innym okiem patrzyłabyś na tę osobę nieprzyjemną i tobie niemiłą, gdybyś widziała nieskończoną dla niej miłość Tego, który jest samą świętością i sprawiedliwością, to słodkie miłosierdzie Jego dla tej, którą ty masz za niegodną, i tak mało litości miałabyś dla niej. O gdybyś wiedziała, jak raniąc czymkolwiek taką osobę, ranisz źrenicę oka Zbawiciela". 

" Wszystko dla Serca Jezusowego".  

Strona 4 z 18 < 1 2 3 4 5 6 7 > >>
:: IMIENINY OBCHODZĄ ::
:: KALENDARZ ::
trwa inicjalizacja, prosze czekac...dodatki na bloga
:: Logowanie ::
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie